– Jak było w szkole?
– Dobrze.
– A coś więcej?
– Nie.
– To może odłożysz w końcu ten telefon i normalnie porozmawiasz?
– Mamo… serio?
I znowu cisza.
Wiele mam w tym momencie myśli:
- „Przecież tylko pytam.”
- „Kiedyś opowiadała mi wszystko.”
- „Dlaczego teraz każde zdanie kończy się złością?”
Problem często nie zaczyna się od samej rozmowy. Zaczyna się od napięcia, które nastolatka słyszy między słowami.
Dla dorosłego pytanie „Jak było w szkole?” jest próbą kontaktu. Dla zmęczonej nastolatki może brzmieć jak: „Masz zdać raport.” „Masz się tłumaczyć.”
Im bardziej naciskasz, tym bardziej ona się wycofuje.
Dlatego czasem lepiej nie zaczynać od pytania. Lepiej zacząć od zauważenia.
Zamiast
„Co się z tobą dzieje?”
Spróbuj
„Widzę, że chyba miałaś ciężki dzień.”
„Nie musisz teraz mówić. Jak będziesz chciała, jestem obok.”
To nie są „magiczne teksty”. One po prostu obniżają napięcie.
Nastolatka nie musi wtedy walczyć o przestrzeń dla swoich emocji. Nie czuje, że za chwilę zacznie się wykład albo przesłuchanie. I bardzo często właśnie wtedy wraca kontakt — nie dlatego, że znalazłaś idealny argument, tylko dlatego, że przestała czuć presję.
Czasem największą zmianą w relacji nie jest lepsze mówienie. Tylko stworzenie drugiej osobie miejsca, w którym nie musi się bronić.



